Canali – Pradidali – Lede


Podjechałem sobie do Val Canali. Rozważałem na dziś dwa warianty: albo pętla przez przełęcze Pale San Martino albo wejście na szczyt Croda Granda ferratą Fiamme Gialle. Pogoda jednak na była zbyt pewna więc wybrałem trekking. Zaparkowałem na Ritonda. Parking jest płatny. Pierwszy cel to położone o 1100 metrów wyżej schronisko Pradidali (2278). Daleko. Długie podejście.

Val Pradidali

Val Pradidali

Najpierw przez skraj lasu aż mniej więcej do 1600m. Dalej w otwartym terenie, wygodny chodnik, bez problemów. Zygzakami w górę. Dochodzę do ścieżki Valon Sedol. Rozważałem, że być może w drodze powrotnej tędy sobie pójdę. Od razu porzuciłem ten pomysł. Wąski, bardzo stromy kanał po piargach. Ciężko było by wejść a co dopiero zejść. Obserwowałem dwóch ludzi wchodzących tamtędy. Opornie im szło. A widok działał na wyobraźnię. Idę dalej jest schronisko. Pusto, żywej duszy. Pogoda niestety nienajlepsza. Chmury. Nawet się zastanawiałem czy nie wrócić. Mogło padać

Idę jednak dalej. Lekkie wypłaszczenie, jakiś staw i oczywiście śnieg.

Dalej w górę, odcinki po śniegu, piargach i żwirowiskach. Szlak prowadzi na przełęcz Fradusta. Nie za bardzo chciało mi się iść aż tak daleko więc czujnie wypatrywałem ścieżki na przełęcz Lede. Na mapie ścieżka jest kropkowana czyli trudniejszy teren. Jest rozwidlenie. Od razu widzę, że nie będzie łatwo. Pierwszy odcinek stromo po śniegu do skał. Widzę jak troje ludzi ma spory problem. Są już przy skałach ale nie mogą zejść ze śniegu. Trochę  źle poszli, za wysoko. Wybieram niższy wariant. Nieźle poszło, byłem na skałach tuż za nimi. Nie za bardzo wiedzieli jak iść dalej. Wystawał fragment poręczówki spod śniegu. Wyżej był dalszy ciąg lecz trasę zasypało. Niedługi ale dość stromy odcinek po śniegu. Idę pierwszy kopiąc stopnie w śniegu. Spoko. Dalej normalna ferrata jest nawet tablica by się wpiąć. Poręczówka czasem jakieś stopnie wbite w skałę. Generalnie w górę. łatwo. Choć widzę, że owa trójka się wpina.

Dochodzę na wyższe piętro. Śnieg jak w środku zimy. Wypatruję szlak. Gdzieś w oddali na skale namalowany znak. Idę więc na ten azymut, brnąc po śniegu. Im bliżej skał, tym bardziej stromo. W końcu jestem na skałach. Po kamieniach i żwirowisku na przełęcz Lede. W międzyczasie zaczęło lekko padać.

Przełęcz Lede to może metrowa wyrwa w skale. Po drugiej stronie przełęczy mgła, nic nie widać. Odpoczywam z 20 minut, czekając na lepsze warunki. Byłem też ciekawy czy owa trójka odnalazła kierunek na przełęcz Lede, nie był taki oczywisty. Ale nie widać trójki, za to mgła chwilowo ustąpiła więc ruszam w dół.

Aż do punktu wyjścia, parkingu w Val Canali mam cały czas w dół. Po tej stronie przełęczy śniegu mniej. Aczkolwiek połowa zejścia do biwaku Minazio po śniegu. Reszta stromą ścieżką. Widok raz się odsłania raz zachodzi mgłą, czasem lekka mżawaka. Szczyty na wprost robią wrażenia. Widać też schronisko Tavisio.

Biwak Minazio całkiem fajny. Zaglądam do środka. Czysto, dwa pomieszczenia. Tuż przy biwaku jakieś złomowisko i pamiątkowa tablica. Nie wiem o co chodzi. Może jakiś samolot się rozbił.

Okolice Bivacco Minazio

Okolice Bivacco Minazio

Panorama 360 z tego miejsca wygląda tak:

 

Dalsze zejście jest dość strome. Do tego po deszczu zrobiło się ślisko. Monotonnie w dół. Niżej ścieżka wchodzi w las. Tuż przy wyjściu z lasu na szeroki trakt złapała mnie burza. Ledwo co zdążyłem podmienić kurtkę na pelerynę. Strasznie mocno zaczęło padać. Odczekałem ze 20 minut. Nie było jednak widoków na przejaśnienie więc idę dalej. Pół godziny i jestem na parkingu.

18.07.2013