Dookoła Tamer


Start w pobliżu przełęczy Passo Duran. Dokładnie na zakręcie w miejscu zwanym Caleda Vacchia. Jest mały parking i drogowskaz. Podchodzimy lasem na przełęcz Forc. Dagarei. Dalej nieco lasem, następnie kosodrzewinka i dość długi trawers zbocza. Ścieżka wśród kamieni i głazów pod urwiskami Monte Tamer. Dobre widoki na odległe, oddzielone doliną pasma górskie. Które, niestety nie wiem. Trawers się kończy, idziemy dalej główną ścieżką wśród roślinności aż do hali Moschesin. Stoją to jakieś zabudowania i co ważniejsze jest woda! A gorąco dzisiaj. Z Hali zaczynamy bardziej forsowne podejście. Przecinamy grań i nieco schodzimy do przełęczy Forc. Moschesin. Znów jakieś ruiny. Ładne widoki, niestety nie rozpoznaję co to za dolomitowe grupy. Dalej jest łatwo. Długi odcinek w dół w łatwym terenie. Są dwa warianty, w prawo i lewo. Tym w prawo dojdziemy bezpośrednio do schroniska Prampertet. Tym w lewo do rozwidlenia dróg, skąd do schroniska jest z 5 minut. Wybieram w lewo i spokojnie dochodzę do szerokiego traktu nieco na wypłaszczeniu. Bardzo ładne miejsce z widokami na szczeliste formy skalne. Niestety znowu nie wiem jak się nazywają te szczyty. Niemniej jednak jest to chyba popularne miejsce to znienacka naszło się ludzi. Pewnie w dole jest jakiś parking. Idę tym szerokim traktem jakiś czas do rozdroża gdzie odchodzi szlak 536. Muszę wrócić na Passo Duran. Chyba jestem już za połową mojej dzisiejszej trasy. Lecz do przełęczy jeszcze bardzo daleko. Początkowo jest przez las, dalej trawers po kamienistym zboczu. Ścieżka robi się nieco trudna. Muszę się przebić na drugą stronę  skalnej grani, która dochodzi na Monte Tamer. Gdzieś wg mapy jest przebicie. Muszę dojść do szlaku 535. I dochodzę. Aczkolwiek ostatni odcinek łączący 536 z 535 mega stromy, w lesie, po śliskim podłożu. Ledwo co wlazłem. Szlak 535 to luzik w porównaniu z 536. Przyjemniej początek. Ścieżka w lesie. Spokojnie idę. Wciąż wg planu. No dobra, pierwsze dość strome, właściwie upierdliwe zejście po niestabilnym terenie. Dałem radę. Za chwilę równe strome podejście. Dałem radę. Te leśne ścieżki zdumiewająco trudne. Dochodzę do jak się okazało kluczowego miejsca. Na mapie wykropkowane. Widać było wąskie zejście pomiędzy skałami. Ale by tam się dostać trzeba było zrobić mały trawers po piargu, bez możliwości przytrzymania się czegokolwiek. Nad przepaścią. Przymierzałem się dość długo lecz w końcu wydygałem. Po prostu nie dałem rady a dokładniej się odważyłem się. No trudno wracam do skrzyżowania 535 i 536. Musiałem zmodyfikować trasę. Na Passo Duran już raczej nie dojdę, zbyt daleko. Postanawiam więc pójść do małego miasteczka Dont. Też daleko ale łatwo. Musiałem też obrać taki cel by spotkać się z resztą ekipy, która dzisiaj poszła na najtrudniejszą ferratę w Dolomitach  – Constantini. Ja odpuściłem, po pierwsze problemy z kolanami, po drugie chyba za wysokie progi jak dla mnie. Nie czułem się w tym roku na siłach. Ruszam więc do Dont. Najpierw do Pralongo. Cały czas w dół przez las. Wychodzę na jakaś polanę gdzie  obóz rozbili skauci czy harcerze. Nie za bardzo wiedziałem gdzie jestem, poszedłem więc trochę na czuje jak prowadziła droga. I doszedłem do miasteczka. Dobrze, że byłą woda to upał nieznośny. Dalej asfaltem w kierunku Colcerver. Z mapy wynikało, że muszę odbić na którymś z zakrętów. Oczywiście znaków żadnych. Ale odnalazłem leśną ścieżkę i spokojne zszedłem o Dont. I tutaj przyjechała po mnie ekipa. W sumie po drodze z Passo Duran.

Profil i mapka trasy – tutaj

13.08.2016