Ferrata Alpini (Col Bos 2559)


Po raz drugi pojechałem w Dolomity. Na pierwszą trasę wybrałem ferratę degli Alpini na szczyt Col Bos (2559), w grupie Fanes/Tofane. Miałem mały problem z ustaleniem punktu startowego. Samochód trzeba zaparkować na pierwszym parkingu jadąc od przełęczy Falzarego, patrząc na mapę na Col Galina, a dokładniej z drugiej strony szosy przy knajpie. Jest dużo miejsca. Z tego punktu jest najkrótsza droga podejścia pod ferratę.

Parking, w tle góra Lagazuoi

Parking, w tle góra Lagazuoi

Dojście nie zajmuje więcej niż pół godziny. Najpierw wąskim szlakiem. Po dojściu do szerszego traktu skręcamy w prawo i już bez zmiany wysokości, mijając pozostałości po I wojnie światowej dochodzimy do początku ferraty. Można tutaj dość bez żadnych problemów z przełęczy Falzarego. W przewodniku Tkaczyka jest podany nieco inny punkt startowy i dojście szlakiem 412 a następnie w lewo. Szczerze powiedziawszy nie wiem dlaczego, po pierwsze jest dalej, a po drugie parking jest na kilka samochodów.

Prawa strzałka to Col Bos, lewa zejściowy wąwóz.

Prawa strzałka to Col Bos, lewa zejściowy wąwóz.

Ferrata jest poprowadzona w zasadzie tak jest idzie grań w kierunku szczytu, nie licząc krótkich trawersów. Rozpiska wygląda tak:

Pogoda bardzo dobra, ferrata zapowiadała się fajnie, ludzi na szczęści nie za dużo więc jest szansa na w miarę płynne przejście. Podchodzę sobie spokojnie na początek ferraty. Od razu widzę, że prawie pionowa ścianka.

Początek ferraty

Początek ferraty

Z rozpiski wynika, że początek to odcinki „C”. Czyli nie tak łatwo. I rzeczywiście ten początek wszystkim szedł wolno. Trzeba było odstać swoje by zacząć się wspinać. Oczywiście jakiś wielkich trudności nie było. Gładka skała, słabe stopnie. Tak mi się wydaje, że na całej ferracie ten odcinek najwięcej sprawił mi trudności. Dalej były łatwe odcinki na których wyprzedziłem sporo osób, ładnie mnie przepuścili, dzięki czemu praktycznie miałem wolną drogę aż do końca ferraty.

Kluczowym punktem ferraty według rozpiski jest przejście oznaczone jako „C/D”. Szczerze to tak nie za specjalnie kojarzę w którym to mogło być miejscu. A to oznacza, że łatwo mi poszło. Tkaczyk napisał, że stroma, lekko przewieszająca się ścianka. Może coś tam i było lecz widocznie miałem dobry dzień skoro nie utkwiło mi w pamięci. Generalnie szedłem sobie spokojnie, starannie stawiając stopy. Czasem trzeba było użyć więcej siły.

Środkowa część ferraty jest łatwa. Końcówka nieco trudniejsza, odcinki „B/C”. Stroma ścianka. Do tego skała jakaś taka śliska.

Końcowe odcinki B/C

Końcowe odcinki B/C

W sumie ferrata jest całkiem przyjemna, niezbyt trudna jak dla mnie. Czas przejście w dużej mierze zależy od korków. Ale przy „małym ruchu” to tak mniej więcej 1.20h. Przewyższenie na samej ferracie to 330m.
Col Bos (2559) to taki rozległy szczyt. Bardziej przypomina przełęcz. Ale trzeba przyznać, że widoki są super!

Panorama 360 stopni prezentuje się tak:

Zejście do początku ferraty prowadzi takim jakby wąwozem czy szeroką rynną, zygzakowatą ścieżką

Z lewej strony zejście z ferraty

Z lewej strony zejście z ferraty

Podczas zejście pięknie widać całą ferratę i ludzi mozolnie się wspinających. Dopiero z tej perspektywy można zobaczyć, że ferrata przebiega naprawdę stromymi ściankami a ekspozycja jest duża. Robi to wszystko wrażenie.

Końcówka ferraty

Końcówka ferraty

 

Na koniec jeszcze jedno spojrzenie na górę Col Bos:

Wróciłem na miejsce startu. Lecz ponieważ pora była wczesna, uzupełniłem picie i ruszyłem na następną wycieczkę, do Cinque Torri.

 

4.08.2014