Ferrata Bolver-Lugli


Przemieściłem się w rejon Pale San Martino. Piękna, bardzo rozległa grupa. Niestety z kapryśną pogodą. Lecz gdy chmury nie przesłaniają szczytów, widoki są wspaniałe! Zaplanowałem sobie na dziś ferratę Bolver-Lugli kończącej się na schronie Bivvaco Fiamme Gialle, na wysokości 3005m.

 

Pogoda była taka sobie. Aczkolwiek prognozy były obiecujące. „Szybkie” chmury przetaczały się przez szczyty więc była nadzieja, że wiatr je przegoni. Zdecydowałem więc, że ruszam w góry. Pierwszy odcinek kolejką gondolową na Col Verde. Stacja pośrednia na Rosettę. Dalej według drogowskazów.

Mozolnie w górę do rozwidlenia szlaków, a dalej pod skałę do początku ferraty. Ciągle chmury i wiatr. Ale nic to zakładam sprzęt i w górę. Ferrata jest pięknie poprowadzona, dawną drogą wspinaczkową. Początek bez ubezpieczeń. Od czasu do czasu trzeba sobie pomagać rękoma. Zaczynają się odcinki ubezpieczone. Planowałem w ogóle nie chwytać się poręczówki, tylko się asekurować. Lecz było ślisko więc od czasu do czasu musiałem się wspomagać. Ale w miarę łatwo szło. Wąskie kominki, odcinki po płycie i co jakiś czas pionowo w górę w urzeźbionej skale.

Wszystko było by dobrze gdyby nie deszcz. Zaczęło padać, coraz mocniej. Ni stąd ni z zowąd przyszła burza. Nie jestem pewien do którego miejsca doszedłem. Chyba byłem tuż przed najtrudniejszym odcinkiem ferraty (BC/C). Schować się nie było gdzie. Byłem skałach na drodze wspinaczkowej. Pioruny waliły a ja na ferracie. No ładnie. Udało mi się stanąć kawałeczek od poręczówki, pod skałą. Nie pozostawało nic innego jak czekać i modlić się, by pioruny omijały to miejsce. Po 15 minutach byłem cały mokry. Woda spływała ze skał. Ze trzy godziny tak stałem. W końcu burza przeszła. Przestało nawet padać. Wracam. W górę nie ma co iść, nie zdążę zejść przed nocą. Zejście było koszmarne. Normalnie, czyli gdyby było sucho, to bym się nawet nie wpinał. Ale teraz było lodowato ślisko. Wszędzie spływała woda. Poręczówka całą w wodzie. Nie trzymały ręce, nie trzymały stopy. W dwóch, trzech miejscach miałem naprawdę spory problem. Ale jakoś dałem radę i wyszedłem ze skał. Dalej już z górki na pazurki lecz bez trudności.

Muszę to kiedyś jeszcze raz przyjechać. Na tą i inne ferraty w grupie Pale San Martino

13.08.2014