Ferrata M. Bianchi (Cristallo 3154)


Początek trasy na parkingu pod dolną stacją kolejki na przełęcz Staunies, gdzie znajduje się schronisko Lorenzi. Najpierw potrójnym krzesełkiem do Son Forcia, ponad 400 m wyżej. Przesiadka i w górę. Kolejka jest unikatowa. Małe beczółki. Do środka z trudem wchodzą dwie osoby. Beczółki nie zwalniają i trzeba szybko wskoczyć. A na górze wyskoczyć. Panowie z obsługi otwierają i zamykają drzwi. Od środka nie da się tego zrobić. Beczółki są kolorowe i lekko zniszczone.

Pogoda niestety nie za dobra. Za to jestem już na wysokości ponad 2900m. Przełęcz jest wąska. Krótkie podejście i jestem przy schronisku Lorenzi, gdzie zaczyna się ferrata Marino Bianchi prowadząca na szczyt Cristallo di Mezo (3154).

Schronisko Lorenzi

Schronisko Lorenzi

Zakładam uprząż i ruszam

Początek ferraty

Początek ferraty

Niestety niskie chmury. Trochę wieje więc widoczność się szybko zmienia. Wilgotno i od czasu do czasu lekko mży. Niedobrze. Będzie mokra i śliska skała. Trzeba będzie uważać. Ogólnie ferrata nie wydaje się być bardzo trudna. Dwa odcinki C/D. Większość A/B.

Ferrata Marino Bianchi

Ferrata Marino Bianchi

Ferrata jest dobrze ubezpieczona. Idziemy praktycznie cały czas w skale. Teren jest dość mocno eksponowany. Wpinałem się nawet na tych łatwych odcinkach bo było ślisko. Przez chwilę nawet padał śnieg.

Ferrata jest bardzo fajna. Nieco trudności na tej śliskiej skale sprawiało raczej niewygodne zejścia z drabin na skałę. Oraz dwa odcinki zaznaczone na mapce jako C/D. Musiałem się w tych miejscach nieco zastanowić. Pierwszy to podejście w pionie wąską rysą. Naprawdę wąską. Stopa tam raczej nie wchodziła, a po bokach gładka śliska skała. Najlepiej było by chyba na tarcie lecz nie za specjalnie chciało trzymać. Sama końcówka leciutko przewieszona. Musiałem lekko obejść bokiem, oddalając się od poręczówki i trzymając skały. Niby jeden szybki ruch lecz chwyt słabiutki. Poradziłem sobie.

Drugi trudny odcinek to pionowe podejście z przewieszką na końcu. Co prawda były wbite bolce ale wcale nie było tak łatwo wdrapać się na górę.

Po pokonaniu tej trudności jest już łatwo. Ferrata prowadzi granią. Na całym odcinku ubezpieczenia.

Jestem na szczycie! 3154m. Szczyt wygląda jak szersza grań.

A panorama 360 ze prezentuje się tak:

Pogoda nieco się poprawiła. Trzeba schodzić bo w planach na dziś jeszcze bardzo długa ferrata Dibona. Droga zejściowa omija te dwa trudne miejsca by wejść znowu na ferratę. Tak chciałem pójść. Ale niestety na przeszkodzie stanął zalegający śnieg. Poszedłem za trójką Czechów. Próbowali przejść lecz poręczówka zasypana. Ominąć dołem śnieg, po piargach, bardzo ryzykowne. Duża stromizna.

Chcąc nie chcąc muszę wracać na całej trasie ferratą M. Bianchi. Nie za specjalnie mi się to podobało z uwagi na dwa odcinki. W dół będzie zdecydowanie trudniej. No nic, ruszam. I tak nie mam wyjścia. O ile w górę większą trudność sprawiła mi druga przewieszka o tyle w dół więcej problemów miałem na rysie. Przewieszkę dobrze rozegrałem, schodząc w lekkim zacięciu. Łatwo poszło. Za to na rysie straciłem trochę czasu. Przede mną szła grupa kilka angoli. Oj, męczyli się strasznie co ze spokojem obserwowałem. Wszyscy schodzili pionowo, szukając rozpaczliwie miejsc na stopy, których tam nie ma. Raczej trzeba na tarcie lecz trochę śliska skała. Początkowo też tak chciałem zejść lecz głowa nie dała rady. Zszedłem więc tak jak wszedłem, czyli nieco boczkiem, wpinając się w poręczówkę tak by się lonża nie zsunęła a rękoma na skały, choć chwyty bardzo marne. Może i to było trudniejsze lecz cóż, tak sobie to obmyśliłem. I tutaj przydała się moja dość długa lonża. Obserwując ludzi, wszyscy jakoś mają te lonże krótsze. Raczej by się nie wpięli tak jak ja, dość daleko oddalając się od poręczówki.

Wróciłem do punktu wyjścia czyli schroniska Lorenzi. Pogoda się poprawiła, widoczek w stronę ferraty taki:

Chwila odpoczynku i ruszam na ferratę Dibona za sławnym wiszącym mostkiem.

7.08.2014