Wejście na Kościelec

Kościelec – Świnica – Zawrat


Nie byłem w Tatrach ze sto lat, pamiętam jak przez mgłę. Właściwie to korzystam z okazji. Konferencja na którą jadę odbywa się w Zakopanem. Hotel i jedzonko opłacone. Mam plan chodzić po Tatrach. Mam nadzieję, że pogoda dopisze. Cel na dziś to Kościelec, Świnica, Zawrat.

Kuźnice (1010) – Boczań (1209) – Karczmisko (1499) – Murowaniec (1500)

Wstałem skoro świt. Samochód zostawiam przed hotelem. Pod krokiew mam 10 minut i następne 10 do zakrętu na Kuźnice. Nie brałem busu, dobry dystans by rozruszać kości przed podejściem. Do Kuźnic wjeżdżają tylko busy. W Kuźnicach odnajduję szlak i ruszam. Punkt kasowy jeszcze nieczynny, ludków też ledwie co. Przechodzę przez mostek i kamiennym traktem wchodzę w las. Mozolnie pod górę do ostrego zakrętu w lewo na małych spłaszczeniu (grzbiet Boczania 1209). Widoczki zasłaniają drzewa. Dalej w górę do granicy lasu. Odcinek przez Skupniów Upłaz, stopniowo pod górę do siodełka zwanego Diabełek, skąd jest piękny widok, ale wciąż te górki takie maławe. Dalej lekko wznoszącym się trawersem do przełęczy pod Kopami (1499). W dół odchodzi żółty szlak do Kuźnic. Z przełęczy wykładany kamieniami chodnik wznosi się łagodnie przez porosłe kosodrzewiną trawiaste płaty Królowej Równi. Z najwyższego punktu widać w końcu wyższe góry! Hala Gąsienicowa z górującym charakterystycznym szczytem Kościelca

Wejście na Kościelec

Hala Gąsienicowa

Krótkie zejście do jestem przy schronisku Murowaniec (1500). Trochę ludzi już tutaj dotarło, pewna ilość pewnie nocowała i teraz szykowała się przed schroniskiem do wyjścia na szlak.

Murowaniec (1500) – Czarny Staw Gąsienicowy (1620) – Przełęcz Karb (1853) – Kościelec (2155)

Po krótkim odpoczynku ruszam i ja, nad Czarny Staw Gąsienicowy. Łagodnie pod górę kamienistym traktem, wśród kosodrzewiny do jeziora (1624). Widoczek jest piękny.

Zaczynam podejście na przełęcz Karb. W sumie bezproblemowo tyle, że fragmentami dość ostro w górę. Ścieżka prowadzi wśród kosodrzewiny. Pięknie widać Czarny Staw i Granaty i Żółtą Turnie. W końcu docieram na szczyt Małego Kościelca (1863m npm). Dalej szlak biegnie granią, wąską ścieżką aż do przełęczy Karb (1853m npm).

Na przełęczy Karb zaczyna się czarny szlak na szczyt. Jest kilka atrakcji podczas wejścia. Na początek płytowy stok z porowatą powierzchnią więc jest gdzie postawić stopy. Następna trudność to mały kominek, około 5-6 metrów wysokości. Nie ma łańcuchów czy innych ułatwień więc trzeba sprytnie rozstawić stopy między dwoma skałami i podciągnąć się do góry, chwytając się wyżej położonej skały. Po pokonaniu kominka idziemy początkowo po kamiennych schodkach. Kolejne płyty skalne, trudniejsze do pokonania, mniej porowate, na szczęście są małe szczeliny gdzie można znaleźć punkty podparcia. Kilka razy trzeba sobie pomóc rękoma. Największe trudności są w końcówce podejścia. Wspinaczka rynnami i półkami skalnymi. Nie ma łańcuchów i tym podobnych. Jak to zwykle bywa większą trudność sprawia zejście niż wejście. Szczyt właściwie składa się z dwóch części przedzielonych dwoma dużymi głazami.

Rozległą panorama ze szczytu wygląda tak:

I opisane wierzchołki

Kościelec (2155) – Przełęcz Karb (1853) – Zielony Staw (1647) – Świnicka Przełęcz (2051) – Świnica (2301)

Opuszczam Kościelec, zejście tą samą trasą co wejście. Pogoda w dalszym ciągu dobra. Padać nie będzie. Na przełęczy Karb chwilę się zastanawiam czy nie iść skrótem, jest ścieżka, lecz szlak biegnie w dół nad Zielony Staw. Gdyby to były Pireneje to pewnie bym poszedł tym skrótem. Nie żebym tutaj się bał, nie chciałem schodzić ze szlaku dla zasady. Między stawami dochodzę do rozwidlenia szlaków i skręcam w kierunku Świnickiej Przełęczy. Podejście na przełęcz nie jest trudne, dość szeroki kamienisty trakt, praktycznie cały czas. O ile do tej pory ludzi było tak średnio to na przełęczy całkiem sporo się zebrało. Pewnie dotarli z Kasprowego Wierchu.

Zaczynam podejście na Świnicę. Początkowo kamienistymi stopniami dość stromo. Mijam krętym chodnikiem skalne ściany i dochodzę do małej rynny, pokonanie której ułatwiają łańcuchy. Dalej trawersem przekraczając żeberko i kolejny ciąg łańcuchów, ponad Żlebem Blatona. Wygląda trochę niebezpiecznie ale w sumie bez trudności. Bez tych łańcuchów też dałbym spokojnie radę. Żleb kończy się stromym urwiskiem, przechodzimy przez tzw. Wrótki i następnie w mniej eksponowanym terenie wspinamy się, dla ułatwienia ciąg łańcuchów, aż do rozwidlenia szlaków tuż pod wierzchołkiem. Krótki, eksponowany odcinek na szczyt ubezpieczony jest łańcuchami. Widok ze szczytu oczywiście piękny! Szczególnie w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Świnica (2301) – Zawrat (2158) – Czarny Staw Gąsienicowy (1620) – Murowaniec (1500) – Kuźnice (1010)

Idę dalej, późna już pora. Kolejny przystanek – Zawrat. Szlak prowadzi przez skalne żebro z klamrami i łańcuchami. Następnie do pokonania stroma skalna rynna, wysokości około 25 metrów. Łańcuchy do pomocy. Tutaj zrobił się mały korek. Dwóch ludzi szło w przeciwną stronę, czyli w górę, trzymając się kurczowo łańcuchów. I utknęli. Trochę długo to trwało, zanim wgramolili się na górę. Skalna rynna to był najtrudniejszy odcinek. Jak dobrze pamiętam są jeszcze dalej jakieś ułatwienia typu łańcuchy. Szlak przecina zbocze Zawratowej Turni i już dochodzi na przełęcz Zawrat.

Zejście z Zawrat nie jest jakoś specjalne trudne. Aczkolwiek „momenty są”. Ścieżka skręca w prawo, upuszczając żleb. Rozpoczynamy zejście skałami Nowego Zawratu. Najpierw zboczem po piargach do łańcuchów. Następnie do pokonania mały stromy kominek. Dalej przez płaskie płyty do skalnej półki. Z półki szlak skręca w lewo, schodzimy małym żlebem do grzędy. Idziemy w lewo dochodząc do następnych łańcuchów. Dalej w prawo po klamrach i dochodzimy do piargów. Koniec trudności. Zakosami w dół. Mijamy Zmarzły Staw.

Dalej w dół i dochodzimy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Stąd już znaną mi ścieżką do schroniska Murowaniec i dalej do Kuźnic.

 

Zaczęło się już ściemniać. Gdy wszedłem w las nic już nie było widać. Dobrze, że miałem czołówkę. Za Halą Gąsienicową mijałem spóźnionych turystów, raczej niedzielnych, do tego z dziećmi. Nie sądzę by mieli latarki a na pewno ich ciemność zastała…Ludzi na prawdę nie mają za grosz wyobraźni. Dotarłem w końcu do Kuźnic a z Kuźnic jeszcze piechotką do Zakopanego…

 

31.08.2009