Picos de Europa – zwiad

Z samego rana ruszam dalej do Funte De. Na końcu drogi jest parking. Przyjechałem gdzieś po 8, więc jeszcze były pustki. Niestety niskie chmury więc nie widać wierzchołków gór. Zastanawiam się przez jakiś czas czy czasem nie wjechać kolejką linową na górę. W końcu postanawiam trochę powędrować. I to był błąd. Trzeba mi było wjechać na górę. Szedłem sobie szlakiem ale widoki były takie sobie więc postanowiłem wrócić do Funte De i skorzystać z kolejki linowej. I przeżyłem szok. Pełno ludzi. Parking dawno zapchany. Sznur ludzi chętnych do wjazdu na górę jak na Kasprowy Wierch. Z 2 godziny stania. A potem będzie trzeba jeszcze odstać w dół. No nic to. To jest tylko mały rekonesans, w przyszłym roku tutaj wrócę to pochodzę po Picos.

Ewakuowałem się z Funte De i zjechałem do Potes. Miasteczko praktycznie usytuowane jest przy głównej drodze plus kilka pobocznych uliczek. Trochę za dużo ludzi jak dla mnie. Najwięcej jest sklepików z produktami regionalnymi i pamiątkami.

Za to pogoda się poprawiła, słoneczko świeci, dużo niebieskiego nieba. Tych takich wapiennych gór nie za specjalnie widać ale to, że jestem w górach jak najbardziej. Postanawiam zrobić pętlę wokół Picos i wrócić na noc nad morze. Postanowiłem też, że kiedyś wrócę w Picos, na dłużej, by się po wspinać. Jadę na rekonesans.

Pierwszy cel Puerto de San Glorio (1609m). Droga w porządku, wąskawo, kręto i górsko ale nie ma dużego ruchu więc nie stresuje się za bardzo. Widoczki super! Przed samą przełęczą jest punkt widokowy. Oczywiście zatrzymuję się i robię zdjęcia. Teren jest więcej niż pagórkowaty, widać porozrzucane wioski a gdzieś tam w oddali najwyższe pasma gór. No i cieplutko. Mijam przełęcz. Zaraz za jest drogowskaz na Mirador de Llesba, więc odbijam w tamtą stronę. Co prawda trochę się obawiam, bo droga jest wąska i nie wiem co mnie czeka na końcu. Czy będzie możliwość zawrócenia. Ale nic to. Dojeżdżam do końca, mały parking, kilka samochodów. Jest ok. Piękne widoczki!

Zjeżdżam z przełęczy do Portilla de la Reina. Droga się trochę zwęża, wyrastają wysokie ściany, zaczyna się kanion. Fajne ale jadę ostrożnie, nie za bardzo widać czy coś nadjeżdża z naprzeciwka. Jest mała zatoczka z punktem widokowym więc zatrzymuję się na chwilę. We wiosce odbijam w boczną drogę w kierunku Puerto de Pandetrave (1562m). Kończy się dobry asfalt, za to praktycznie nie ma ruchu. Spokojnie wjeżdżam na przełęcz. Stado krów blokuje drogę. W górze widać fajny masyw.

Znowu w dół, krętą drogą. Na nieszczęście naprawiają odcinek i chyba mi się coś pomyliło bo zjechałem w jakąś super wąską drogę i ostro w dół. No nie wiem chyba jakiś skrót do Pasada de Valdeon. Na pewno mi się pomyliło bo niemożliwe by tędy był objazd. Oczywiście nie było już szans by zawrócić. Tak się zastanawiałem dokąd dojadę i czy w ogóle stąd wyjadę. Ale jakimś cudem droga prowadziła do wioski. Zatrzymałem się do nie wiedziałem gdzie jestem i którędy dalej. Oczywiście żywego ducha. Odnajduję właściwą drogę i znowu w górę na Puerto de Panderruedas (1450m). Lecz najpierw zatrzymuję się na punkcie widokowym Mirador de Valdeon. Znów piękny widoczek! Bardzo kusząco wyglądają szczyty. Szersza panorama rozciąga się z przełęczy Panderruedas.

Ruszam dalej, jeszcze jedna przełęcz Puerto de Ponton (1280) i dojeżdżam do głównej drogi. Ruch już większy ale generalnie spokojnie. Znowu wąwóz. Chciałem zatrzymać się na punkcie widokowym w Oseja de Sajambre ale gdzieś przegapiłem. Jak jest taka kręta droga, gdzie do tego nie widać zbytnio czy coś nadjeżdża trzeba szybko się decydować. Później nie ma jak zawrócić. Zatrzymuję się za to dwa razy w wąwozie by podziwiać widoki. W końcu wąwóz się kończy i dojeżdżam do Cangas de Onis. Przez chwilę rozważałem czy zostać jeszcze jeden dzień w Picos ale w końcu odłożyłem to na za rok. Ruszam z powrotem nad morze…..