Piz Miara – Rif. Boe – Val Mesdi


Wyruszam z parkingu nieopodal ferraty B. Tridentina, na jednym z zakrętów zjazdu z Passo Gardena. Trzeba się wspiąć na wysoko położone tarasy Selli. Na wysokość 2600m. Do pokonania ponad 600 metrów przewyższenia. Będzie stromo! Podejście wąską doliną Val Setus.

Dolina wygląda jak wąwóz z urwistymi ścianami. Może je podzielić na dwie części. Pierwsza część prowadzi po piargu i nieco większych kamykach. Jest wyraźnie wydeptana. Najlepiej iść wg oznakowania, zakosami. Jest stromo. I tak mniej więcej do wysokości 2400m. Dochodzimy do skał. W tym miejscu długo zalega śnieg. Odbijamy nieco w lewo i dochodzimy do drugiej części podejścia czyli odcinka ubezpieczonego. Zaczyna się na około 2500m. Poręczówka jest aż do końca podejścia. W trudniejszych miejscach są bolce. Nie ma jakiś większych trudności. Spokojnie można przejść bez sprzętu. Wychodzimy z wąwozu na taras. Dziś dodatkowo jeszcze nie podniosły się chmury więc spora część podejścia we mgle. Lecz pogoda zapowiada się wyśmienita!
Najpierw chciałem zobaczyć jak prezentuje się dziś, o raczej wczesnej porze, staw Lech Pisciadu. Bo to piękne miejsce. Cisza, spokój. Żywego ducha
Lech Pisciadu

Lech Pisciadu

Mógłbym stąd ruszyć na Piz Miara szlakiem 676 na Sella Pisciadu. Postanowiłem jednak pójść nieco inną trasą, dłużą i trudniejszą. Wracam więc i ruszam szlakiem 677. Plan był taki by dojść na przełączkę Forcela Ciamorces przez malutką dolinkę Val Ciadin. Szlak wiedzie lekko w górę. Teren trudny, nawet nie piarg, raczej większe kamyki, takie gruzowisko. Co jakiś czas namalowane na kamieniach farbą znaki. Lecz trzeba być skoncentrowanym by nie zboczyć. Dochodzę do jakiego stawu, być może to Lech Dragon. Dalej skręt ku skałom. Nie byłem tak do końca pewien czy tamtędy trzeba iść. Stromo i niestabilnie. Do tego duży, językowaty płat śniegu. Ruszyłem z wolna lecz nie do końca przekonany. Dogoniło mnie dwóch piechurów. Właściwie to dałem się dogonić bo byłem ciekaw jak sobie poradzą. No, męczyli się strasznie. Podeszli pod skały i pokonali uskok. Było widać i słychać, że teren niebezpieczny. Zastanawiałem się, pójść, nie pójść. W końcu myślę sobie, a co tam, nie będę ryzykował. Wrócę i pójdę szlakiem 676.

Wracam więc nad staw Lech Pisciadu. Od stawu trawers zboczem. Z dołu wydaje się, że nie jest tak bardzo stromo. Otóż jest! Stromo i niestabilne podłoże.I tak spory kawałek. Dalej szlak na krótko odpuszcza i znów w górę po piargu. Nie za bardzo wiedziałem, gdzie jest wyjście. Wokoło pionowe skały. Wydawało mi się, że trzeba iść prosto, nie mogłem też za bardzo wypatrzeć znaków. Aż nagle zobaczyłem, że jestem nieco za wysoko. Szlak odbija ostro w lewo i prowadzi do ściany. A przy ścianie niespodzianka. Prawie pionowo w górę, tak z 10 metrów. Było ubezpieczenia ale i tak wydawało mi się, że lekko nie będzie. I nie było. Siłowy odcinek lecz dałem radę. Więcej w sumie było strachu niż trudności. Doszedłem na wyższe piętro. Na rozległy płaskowyż.

Byłem na Sella Pisciadu, ponad 2900 metrów. Panorama 360 z tego miejsca przedstawia się tak:

Ruszam dalej, szlakiem 649 na zachód. Wygodna ścieżka bez trudności. Zastanawiałem się czy pójść aż na szczyt Piz Selva. Musiałem później wrócić na Sella Pisciadu. Trochę czasu straciłem a jeszcze długa droga przede mną. Zdecydowałem więc, że wejdę na Piz Miara. Z wejściem nie ma żadnych problemów.

Panorama 360 przedstawia się tak:

Wracam na Sella Pisciadu. Kierunek schronisko Boe. Ścieżka jest wyraźna. Wędrujemy płaskowyżem. Raz nieco w górę, raz nieco w dół. Bez technicznych trudności. Azymut wyznacza Piz Boe, u podnóża którego stoi schronisko.

Piz Boe i schronisko Boe

Piz Boe i schronisko Boe

Ludzi tutaj dużo. Łatwo się dostać, idąc z górnej stacji kolejki z Passo Pordoi. Wydostać się stąd, ze środka grupy Sella można właśnie na dwa sposoby (właściwie to na więcej, ta dwa są najszybsze, co nie oznacza że krótkie). Albo pójść na południe i zejść lub zjechać na Passo Pordoi. Albo pójść na północ, przez Val Mesdi. Wybieram drugą opcję.

Val Mesdi

Val Mesdi

Jestem na wysokości 2871m i czeka mnie ponad 800 metrów zejścia. Na dzień dobry zaskakujący napis: „solo per experti” Nie spodziewałem się. No nic to. Są ubezpieczenia, poręczówka. Ścieżka jest wąska. Nie ma może technicznych trudności. Problem jest w tym, że podłoże jest bardzo niestabilne, piargi i piach. Nie wziąłem dziś uprzęży. Także powolutku, trzymając się poręczówki w dół. Myślę, że w górę jest zdecydowanie łatwiej. Ale jak w sumie dałem radę bez problemu i strachu. Oprócz końcówki ubezpieczeń. Było mokro i ślisko a teraz bardziej skałkowy. Trzeba było pokonać próg skalny. Najpierw mały trawersik i kawałeczek dość stromo w dół. Wąziutka ścieżka i woda. Do tego metalowa lina luźno sobie zwisała. Straciłem trochę czasu, zastanawiając się jak to pokonać. Właściwie rozważając warianty. W końcu się udało. I jak zwykle okazało się, że było o wiele łatwiej niż się wydawało. Zaraz za progiem dużo płat śniegu o dalej już łatwo w dół po piargu. Piękna jest Val de Mesdi!

Musiałem wrócić na parking więc odbiłem w lewo na szlak 29. Taki trawersik. Widoczki ładne. Bez trudności.

31.07.2015