Rosetta – Farangole – Mulaz


Dziś przede mną długa trasa z San Martino di Cazstrozza na Passo Rolle, górami oczywiście. Wjeżdżam kolejką. Najpierw kubełkiem na Col Verde, dalej przesiadka i wagonikiem w górę na Rosetta. Jestem już na prawie 2650m. Można stąd łatwo wejść na szczyt La Rosetta (2743). Już tam kiedyś wszedłem więc od razu ruszam w stronę schroniska Rosetta (Pedrotti). Jest lekko w dół. Przed nami szeroki widok na płaskowyż Altopiano Pale di San Martino. W drugą stronę pięknie widać Cimon de Palla i drogę którędy wiedzie ferrata Bolver-Lugli, którą to wczoraj przeszedłem. A na południowy-zachód dobrze widać podejście na przełęcz Ball (byłem tam w 2013 roku)

Od schroniska początkowo po prawie płaskim szlakiem 703. Przy rozwidleniu odbijamy w lewo. Zaczynamy zejście na górne, płaskie piętro dolinki Pian dei Cantoni. A może to jest szczyt doliny Val dele Comelle. Tak czy owak szlak 704 biegnie w dół. My idziemy szlakiem 703 w górę. W tym rejonie największą uwagę przykuwa przełęcz Passo Travignolo, na której to byłem wczoraj. Trawersujemy zbocze. Są dwa odcinki ubezpieczone. Pierwszy to krótki kominek. Drugi to ciąg stalowej liny na zboczu. Łatwo. Po odcinku z niewielką różnicą wysokości podchodzimy ścieżką nieco bardziej ostro do wylotu doliny Val Strut, z charakterystyczną turnią w kształcie maczugi.

Panorama 360 z tego miejsca wygląda tak:

Ruszam dalej. Pod górę, wąską ścieżką do wylotu następnej doliny Val Grande. Lekko kropi lecz nie zapowiada się na deszcz. Val Grande robi wrażenie! A dokładniej jej fantastyczne szczyty.

A panorama 360 wygląda tak:

Wchodzimy w głąb doliny. Jest nawet krótki odcinek w dół a następnie w miarę po płaskim. Zaczynamy podejście. Po piargach, dość stromo. Ścieżka nie jest za wyraźna. Kierujemy się do skał.

Dalej ścieżką przy skałach. To co widać na wprost, wyglądające na przełęcz, nie jest przełęczą Farangole. To mały lodowczyk, czy płaty śniegu, Zirocolle. Można tamtędy dojść na jeden z okolicznych trzytysięczników. To gdzie ta przełęcz Farangole? I nagle, przy skałach, wyłania się z za winkla żleb! Tędy trzeba iść. Podejście nie jest długie. Dość strome. Może i by się dało wejść żlebem po piargach. Ale na szczęście przy skale jest ubezpieczony odcinek. Mała drabinka, stalowa lina. Trochę siłowego wspinania i jestem na wąskiej przełęczy Farangole (tak na marginesie, Passo Farangole widnieje na okładce przewodnika Tkaczyka (Tom 2, zachód, wydanie II poprawione, 2006), lecz od drugiej strony, od przełęczy Margherita na którą będę zaraz zmierzał).

Strasznie hałaśliwa, duża grupa młodzieży akurat w tym samym czasie weszła na przełęcz z drugiej strony. Od schroniska Mulaz, z którego na przełęcz nie jest więcej niż godzinę. Idąc tutaj od schroniska Rosetta spotkałem góra 10 osób na szlaku…. Ruszam dalej. Nie chciałem utkwić w korku, bo zejście wcale nie jest łatwe. Większych trudności oczywiście nie ma. Żlebem w dół, przy skale. Praktycznie cały odcinek jest dobrze ubezpieczony. Najtrudniejszy jest ostatni „krok”. Kilkumetrowe żeberko skalne. Ale są klamry więc praktycznie bez problemów. Dalej odcinek po piargach i przez pole śnieżne. Stąd już kawałeczek na przełęcz Margherita. Warto tu jednak się zatrzymać na chwilę bo widok jest przepiękny!

Przełęcz Farangole leży pomiędzy dwoma turniami. Tuż obok znajdują się następne turnie. A dalej, na przeciwległych krańcach potężne szczyty Cima del Focobon (lepiej je widać nieco bardziej z oddali) i Campanile Valgrande.

Zejście z przełęczy Margherita jest początkowo strome ale ubezpieczone. Dalej zygzakiem i jesteśmy na dole. Kluczymy ścieżką wśród dużych głazów i wychodzimy tuż nad schroniskiem Mulaz.

Stąd krótkie podejście na przełęcz Mulaz. Zostaję tutaj dłużej z uwagi na piękny widok.

Pośrodku u dołu przełęcz Margherita, z lewej potężny Cima Focobon, pomiędzy dwiema wysokimi turniami, zasłonięta przełęcz Passo Farangole, z prawej Campanile Valgrande

Pośrodku u dołu przełęcz Margherita, z lewej potężny Cima Focobon, pomiędzy dwiema wysokimi turniami, zasłonięta przełęcz Passo Farangole, z prawej Campanile Valgrande

Panorama 360 prezentuje się tak:

Ruszam dalej. Ścieżka biegnie wielkim piarżyskiem. Nie jest bardzo stromo więc idzie się jako tako łatwo. Niestety monotonnie. Schodzi się i końca nie widać. Właściwie to widać w dole halę Venzzana. Jednak dojście zajmuje więcej czasu niż by się wydawało. Dalej halą odcinek w miarę po płaskim i znowu w górę na przełęcz Costazza na której znajduje się schronisko Segantini. Choć nie wiem czy to schronisko czy tylko knajpa. Trzeba podejść 200 metrów. Szerokim, szutrowym traktem. Nie wiem czy da się skrótem po łące. Byłem już mocno zmęczony a podejście traktem jest łagodniejsze. Piękne widoki na spektakularne szczyty Pale San Martino.

Z Passo Costazza zejście szerokim traktem, od czasu do czasu skrótem przez łąki i jestem na Passo Rolle. Za 20 minut mam autobus do San Martino di Castrozza. Powiem krótko – piękna trasa!

21.07.2015