Rudawy Janowickie – Bolczów, Wołek


Pogoda może i nie zapowiadała się słoneczne ale mnóstwo śniegu za oknem więc postanowiłem pojechać w Rudawy Janowickie. Pociągiem. Początek trasy w Janowicach Wielkich. Cóż można powiedzieć o dzisiejszej wędrówce? Las, śnieg, las, śnieg…. od czasu do czasu jakaś skałka. Ale fajnie, piękna zima! Do tego zero ludzi. Przez cały dzień spotkałem cztery osoby. Przeszedłem kawałek przez miasto, po czym żółtym i zielonym szlakiem lasem do ruin zamku Bolczów. Przyjemna wędrówka z jednym podejściem.

Dalej w górę czarnym szlakiem. Gdzieś wyżej wśród drzew i śniegu majaczą skałki. Dochodzimy do rozdroża, w pobliżu Skalnych Bram.

Dalej zejście niebieskim szlakiem. Gdzieś zaraz na początku jest ścieżka którą można dojść do Skalnych Bram. Niestety w tym śnieżnym krajobrazie gdzieś ją przegapiłem. Zszedłem aż do rozdroża. Być może źle poszedłem od rozdroża, nie niebieskim a rowerowym szlakiem?
Tak właściwie to nie byłem pewien gdzie jestem. Oznakowanie słabe. Wydawało mi się, że raczej trzeba iść w górę niż w dół. Nie mogłem wypatrzeć niebieskich znaków. Więc poszedłem w górę, po żółtych. Podejście aż do rozdroża gdzie pokazały się znaki niebieskie.

Dalej nie mogłem się wyznać gdzie jestem. Gdy teraz patrzę na mapę i ślad gps to widzę, że byłem na Polanie Mniszkowskiej. Wydawało mi się jednak, że jestem bliżej Skalnych Bram, więc poszedłem niebieskim szlakiem w ich kierunku. Po jakimś czasie stwierdziłem jednak, że chyba są dość daleko więc zawróciłem na polanę i poszedłem po niebieskich w drugą stronę, mając nadzieję że dojdę do Skalnego Mostu, ewentualnie na Lwią Górę

Ścieżka bardzo ładnie weszła w las, widoczki piękne. Nieco mgły. Dalej cały czas w górę. Patrzyłem na jakiej jestem wysokości i już się zorientowałem, że nie jestem w tym miejscu po myślałem. No nic, idę dalej. Mozolnie w górę, zrobiło się bardziej stromo. Wąską ścieżynką. Śniegu naprawdę dużo. Później jakby po grani w lesie, dochodzę do jakiegoś szczytu. Krzyż. Podejrzewałem gdzie jestem. Dla pewności sprawdziłem na mapie, porównałem wysokość ze wskazaniem gps. Jestem na szczycie Wołek (878m).

Ruszam dalej do miejsca gdzie szlak żółty rozdziela się z niebieskim. Zastanawiałem się przez chwilę czy nie pójść dalej, niebieskim szlakiem na Skalnik i zejść do Kowar. Może bym zdążył przed zmrokiem. Ale stwierdziłem, że niebo zachmurzone, mgła, więc nie będzie nic widać ze Skalnika. Wybiorę się na ten szczyt innym razem. A dziś odbiję na nieoznakowaną drogę. I tak zrobiłem. Nie za bardzo wiedziałem, czy dobrze idę i dokąd mnie ta zaśnieżona droga zaprowadzi. Lecz postanowiłem się jej trzymać. Gdzieś na pewno prowadzi. Patrząc teraz na ślad gps, szedłem dobrze. Mogłem nawet wejść c na Lwią Górę, czyli niebieski szlak, gdybym go zauważył. Niestety nie wyparzyłem oznakowań. też nie było żadnych śladów na śniegu. Więc zszedłem aż do innego traktu. Znów brak oznakowania, tylko napis „do punktu czerpania wody”. Poszedłbym tam, gdybym wiedział, że doszedłem do żółtego szlaku. Skręcając w prawo doszedłbym do Skalnego Mostu. Poszedłem jednak w lewo. Dopiero po jakimś czasie zauważyłem żółty, rowerowy znak na drzewie. No nic idę dalej. Kawałek bardziej stromego zejście i znów rozwidlenie. W zimie większość ścieżek zaznaczonych na mapie jest zasypana śniegiem, trudno się wyznać gdzie iść. Postanowiłem się trzymać znaków. A że zauważyłem znaki zielone, przeanalizowałem mapę. W prawo było do Karpnickiej Przełęczy w lewo przez Janowickie garby do żółtego szlaku biegnącego Doliną Janówka do Janowic. Poszedłem wiec w prawo.
Ładna trasa w lesie, gdzieniegdzie skałki. W drugiej części zejście, trochę ślisko, chyba tędy jakiś potok płynie. W końcu dochodzę do żółtego szlaku, do rozdroża i mostku. Późno już było, chciałem zdążyć na pociąg więc już nie poszedłem w górę, do Skalnego Mostu, lecz w dół do Janowic. Fajny szeroki, zaśnieżony trakt. Ze strumykiem z jednej strony. Przyjemne zejście aż do Janowic Wielkich. Dalej już przez Janowice do punktu stary, czyli stacji PKP. Spokojnie zdążyłem, 15 minut przed przyjazdem pociągu.

 

 

16.01.2016