Sierra Tramuntana

Sierra Tramuntana cz.2 – Majorka


Opuszczam schronisko Son Amer. Znaną mi już drogą schodzę do Lluc. Szlak GR221 biegnie obok dużego parkingu, po czym odbija na zachód. Zaczynamy podchodzić, tak mniej więcej przez 4km. Najpierw ścieżką przez las. Przecinamy główną drogę i dalej pod górę, im wyżej tym lepsze widoki. W oddali morze. Ścieżka jest kamienna, pewnie jakiś bardzo stary trakt. Ludzi brak, pasą się kozy.

Dochodzimy do malutkiego wywłaszczenia. Z tego miejsca pięknie widać w dole, wejście do słynnego kanionu Torrent de Parejs. Ścieżka skręca na południowy-wschód, zaczyna się podejście na małe wypłaszczenie pod Puig Galileu. Chyba, bo tak do końca nie wiem gdzie jestem. Nie ma żadnych drogowskazów czy tablic. Zostawiłem plecak i wszedłem na szczyt. Pogoda już niestety zaczyna się psuć. Niebieskie niebo powoli znika. Wracam na przełęcz. Ścieżka schodzi , dość gwałtownie w dolinę pomiędzy dwoma grzbietami. Następnie skręca o 90 stopni i znów pnie się w górę, na przełęcz Coll Telegraf (1128). Znów skręcamy o 90 stopni i zygzakami dochodzimy do najwyższego punktu dzisiejszego dnia, przełęczy Coll Prat. O dziwo jest tutaj sporo ludzi. Pewnie ich celem jest pobliski szczyt Puig Massanella (1365), najwyższy dostępny szczyt Majorki (wyższy jest Puig Mayor, lecz znajduje się tam baza wojskowa).

Nie za bardzo chciało mi się już wchodzić więc ruszam dalej. Z przełęczy szlak wiedzie już tylko w dół. Długie zejście do rozwidlenia. Od tego miejsca GR221 ma dwa warianty. Pierwszy na południe do schroniska Tossals Verds. Drugi, od razu na zachód, w kierunku dwóch jezior czy zbiorników wodnych: Embassament Gorg Blau i Embassament Cuber. Ponieważ miałem namiot, poszedłem na zachód. Do Soller już na pewno dziś nie dojdę, trzeba powoli rozglądać się za dogodnym miejscem na nocny biwak. Ze szlaku można zejść do obu zbiorników, GR221 prowadzi nad „południowy”. Nie jestem pewien czy można się tam rozbić na noc. W każdym razie zakazu nie ma. Na mapie zaznaczone jest schronisko. I rzeczywiście jest – zamknięte na cztery spusty. Rozbiłem więc sobie namiot. W ostatniej chwili. Zaczęło padać i wiać. Mocno. I tak do następnego dnia do południa….

 

12.04.2012