Sierra Tramuntana cz.3 – Majorka


Padało całą noc, do południa. Do tego strasznie wiało. Namiot mi prawie zwiało, a tylna część zamokła. Ciężka noc…. Z radością więc powitałem koniec tej nawałnicy. Spakowałem sprzęt i ruszyłem do Soller. Szlak wiedzie lekko w górę. Po około 3km dochodzi do przełęczy Coll de l’Ofre (875). Widać w oddali morze. Zaczyna się ostre zejście, wąskim kanionem (Barranc de Biniaraix). Szeroka, wygodna ścieżka, bez problemów. Spokojnie dochodzę do miasteczka Soller. W Soller opuszczam szlak GR221 i starodawnym tramwajem podjeżdżam do Port Soller. Zastanawiałem się co dalej robić. Trzeba poszukać jakieś dobre miejsce na nocleg. Może schronisko ma wzgórzu, nad samym morzem? Trzeba się tam wdrapać z portu. Nie za bardzo chciało mi się iść ze 2km w górę, stromą drogą. Rozglądałem się za tańszymi noclegami w Port Soller, niestety bezskutecznie. 3, 4 gwiazdki. No nic to, idę do schroniska. Widok z góry jest piękny! Niestety w schronisku nie ma miejsc. Rozbić namiotu w pobliżu też nie ma jak…., wracam więc do Port Soller ;). Było mi już wszystko jedno, chciałem wziąć prysznic i walnąć na wygodnym łóżku. Wchodzę więc do 3 gwiazdkowego hotelu i pytam, czy mają wolne miejsce, nie myśląc ile by to kosztowało. Owszem mają. Ile? 20Euro ze śniadaniem. Super, myślę sobie. Ile nocy? Szybko pomyślałem, nie chciało mi się już chodzić z plecakiem, więc mówię – dwie. Ok. Ma się to szczęście czasem, dostałem apartament, dwa pokoje, full wypas. Normalna cena 80 euro za noc. Ciekawe czy w Polsce takie coś miało by miejsce? Wątpię….

 

13.04.2012