Słowacki Raj: Cingov – Sokolia Dolina


Tatry w chmurach więc ruszam w Słowacki Raj. Start w Cingov. Jest parking. Płatny. 3 Euro, w cenie bilet wstępu (bez parkowania wstęp kosztuje 1.5 Euro). Nie miałem jakieś konkretnej zaplanowanej trasy. Najpopularniejszą atrakcję Słowackiego Raju czyli przełom Hornadu, szczególnie od Letanovskiego Młyna w kierunku Podlesoka, zaliczyłem już parę lat temu. Najlepszy punkt widokowy Tomasovsky Vychlad był w myślach na dziś, lecz raczej w drodze powrotnej. Trzecią atrakcją są wąskie doliny, kaniony, gdzie wchodzi się po drabinkach a szlak biegnie wzdłuż potoków. Jedną już poznałem – Sucha Bela. Jest ich kilka. Nie jestem pewien lecz chyba wszystkie są jednokierunkowe, z dołu do góry. Dziś można by zaliczyć następną.

Poszedłem więc wzdłuż Hornadu. Póki co nuda. Tym bardziej, że pochmurnie. Pierwsze ciekawsze miejsce to mała polanka pod Tomasovsky Vychladem. Kawałeczek dalej jest rozwidlenie szlaków. Mały mostek a w dole potok. Nawet fajnie się prezentuje to miejsce.

Przestudiowałem mapę. Idę do Sokolia Dolina. Jest tam największy wodospad w słowackim Raju. Idziemy wzdłuż Białego Potoku. Jest kilka odcinków z drewnianymi schodkami i ni to drabinkami.

Dalej rozwidlenie szlaków. Można stąd dość do Klasztorska. A także dojście do ferraty. Nie wiedziałem, że jest tutaj ferrata. Na mojej starej mapie nic takiego nie ma. Jest opis, skala trudności C. Prowadzi na Kysel. Idę dalej do wylotu Sokoliej Doliny. Tutaj także jest informacje. Trzeba mieć stosowane obuwie, szlak jest trudny, trzeba liczyć ze 2h. W przypadku wysokiego stanu wody przejście może być niemożliwe. W przypadku korków czas może się wydłużyć. Hmm, jestem tutaj sam, żywego ducha to korków nie będzie. Wody raczej mało. Idę więc w głąb, czyli górę dolinki.

Początek rzeczywiście nieco trudny. Głównie z uwagi na roślinność. Powalone drzewa, trzeba się przebić przez ten gąszcz. szlak biegnie właściwie potokiem. Poza tym bez problemu. Według informacji z początku doliny powinny być trzy wodospady. Jest i pierwszy. Skany Vodopad. Mały, kilka metrów. Między skałami.

Obok drabinka po której trzeba się wdrapać. Podchodzimy wyżej. Robi się bardziej stromo. Są nawet łańcuchy. Jesteśmy pod Zavojovym Wodospadem. Największym w Słowackim Raju. Ma prawie 70m. Jak widzę, składa się z kilku kaskad. Całkiem fajny. Gdy się popatrzy w górę widać mostki na które trzeba się wdrapać. Oj wysoko!

Wspinaczka wzdłuż wodospadu na pewno jest atrakcją. Najwięcej adrenalinki daje pierwsza drabinka. Jest wąska, oparta o skałę i wygląda jakby się miała zaraz rozlecieć. Wyżej są następne drabinki i mostki.

Następny odcinek jest spokojny. Dalej wzdłuż potoku do następnego wodospadu. Kilkanaście metrów. Ale ładnie położony.

Kończą się drabinki, schodki. Kończy się woda. Podchodzimy szerokim traktem do zielonego szlaku. Teraz trzeba wrócić. A jestem tak naprawdę w najbardziej oddalonym od startu puncie trasy. Tak myślałem. Okazało się, że tym punktem była Mała Polana do której doszedłem żółtym szlakiem. Chciałem wrócić krótszą trasą, zielonym szlakiem. Nie było drogowskazu, czyli pewnie szlak jednokierunkowy a to oznaczało, że wąski kanion. Późno się zrobiło, poszedłem więc naokoło. Z małej Polany do Klasztorska. Dalej trochę podejścia i spory odcinek graniowy lecz w lesie. Z jednym dobrym punktem widokowym. Byłem dość wysoko jak na tutejsze górki. Czekało mnie sporo zejścia. Z mapy wynikało, że będzie stromo. I było. Lecz nie tak jak się spodziewałem. Zszedłem do poziomu potoku i dalej wzdłuż wody do punktu startu. W międzyczasie zrobiło się ciemno.

Mapka i profil trasy:

21.09.2016