Wąwóz Cares

Wąwóz Cares


Opuściłem Playa Franca i ruszyłem w Picos de Europa. Rok temu postanowiłem, że wrócę i wejdę na jakiś szczyt. Na początek wybrałem jednak znany szlak, wąwozem rzeki Cares. Dużym problemem w tych górach jest pogoda. Bliskość morza sprawia, że przeważnie wiszą tutaj chmury. Dziś mam jednak szczęście. Co prawda chmury są lecz jest ich znacznie mniej i nie zasłaniają zbytnio widoczków.

Dojechałem do Pancebo gdzie rozpoczyna się szlak. Za parking służy jedna część drogi. Podjechałem w miarę wcześniej więc byłem w rządku gdzieś trzydziesty (lepiej od razu parkować, jadąc do końca drogi trudno jest zawrócić). A taki rządek gdy wracałem miał z pół kilometra. Bo to popularny i nietrudny szlak.

Szlak jest długi i kończy się w Cain co daje odległość 12km. Dojście do Cain zajęło mi 2,5h, nie śpiesząc się zbytnio i robiąc dużo zdjęć. W obie strony (musiałem wrócić) 24km. Ale widoczki są super!

Początkowa jest odcinek pod górę, dalej jest w dół i mniej więcej równo aż do Cain. Wąwóz zwęża się i rzeka w dole jest coraz bliżej. Są też tunele wykute w skale, w drugiej połowie trasy, i dwa mostki. Idąc z Pancebo trzeba dość aż do Cain by zobaczyć całe piękno trasy. Idąc w drugą stronę tak mniej więcej 20 minut za półmetek.

Cain jest malutką wioską z kamiennymi domami. Są ze trzy knajpy. Z braku miejsca za parkingu służą podwórka gospodarzy, oczywiście za opłatą (5 euro jak dobrze pamiętam). Miejscowi robią na tym biznes. Można tutaj dojechać samochodem wąską drogą, z drugiej strony gór.

Wróciłem oczywiście tą samą trasą. Pogoda się poprawiła, mniej chmur zasłaniających widoczki. Pojechałem do Potes, zatrzymując się na jedzonko i dalej w górę do Fuente De. W porównaniu z rokiem ubiegłych nastąpiła jedna zmiana. Wybudowali potężny parking, oczywiście darmowy. I o tej porze dnia pusty. I to był końcowy przystanek na dziś.

 

14.07.2010